Bartek Bielski. Z zawodu manager finansów, mąż i ojciec dwójki dzieci, trenuje triathlon od nieco ponad 4 lat. To długo – biorąc pod uwagę, że Tadeusz Czepukojć, trener Torus Triathlon Team, jest w stanie przygotować zawodnika do startu na pełnym dystansie Ironman nawet w pół roku. To krótko – jeśli taki zawodnik, jak właśnie Bartek, chce zostać czymś więcej, niż „zwyczajnym” Ironmanem… Norsemanem!

bb01

5 sierpnia Bartek wystartuje w . To, jak sama nazwa wskazuje, norweska, ekstremalna odmiana Ironmana, wspaniale oddająca surowe warunki geograficzne tego kraju. Już same zapisy są wyzwaniem – na 3650 chętnych jest tylko 250 miejsc, które przyznawane są na zasadzie loterii. Na dzień dobry mamy bardzo, ale to bardzo zimną pobudkę, o piątej nad ranem – skok z promu do ciemnego fjordu u brzegu miasteczka Eidfjord, gdzie temperatura wody zwykle wynosi 14 stopni, a 17 stopni nie przekracza nigdy!

Po pokonaniu 3,8 kilometra w tej zimnicy mamy typowy, 180-kilometrowy dystans na rowerze górskim, tyle, że liczy on aż 3,5 kilometra podjazdów. Pierwsze 40km tylko pod górkę. Po kilku godzinach zmiana T2 i bieg, po płaskim terenie…ale tylko do 25 kilometra. Potem to już naprawdę pod górę – górę Gaustatoppen, 1 880 m n.p.m. Z plecakiem i własną ekipą z jedzeniem i sprzętem. I na koniec jeszcze jedna sensacja – tylko 160 pierwszych zawodników zmieści się na szczycie i tym samym otrzyma wysoce pożądaną, czarną koszulkę Norsemana!

Co może skłonić człowieka do podjęcia aż tak trudnego wyzwania? Jak wyglądają treningi do triathlonu w wersji ekstremalnej? I jak pogodzić takie przygotowania z pracą i życiem rodzinnym? O to zapytaliśmy Bartka po jego porannym treningu pływania w Alchemii.

Bartku, jak się czujesz przed startem w Isklar Norseman Extreme Triathlon? Co czujesz?

-Pewną niepewność. Po drodze czekają mnie jeszcze Mistrzostwa Europy we Frankfurcie [9 lipca – red]. Cały czas się zastanawiam, jak mogę się jak najszybciej zregenerować między jednymi zawodami a drugimi. Natomiast jeśli chodzi o sportowe przygotowanie to wszystko idzie zgodnie z planem. Myślę, że to jest efekt dobrego planowania.

Czy wizualizujesz już sobie moment startu?

Tak naprawdę to staram się od tego uciekać. Zaobserwowałem coś takiego, że jak trenuje i już wyobrażam sobie cały wyścig, i to, co mnie czeka, to wtedy tętno idzie mi o jakieś 10 uderzeń do góry. Staram więc się raczej uspokajać i uciekać od takich myśli. Skupiam się na tym, aby wykonywać elementy techniczne.

Jak wygląda twój typowy dzień/tydzień przygotowań do zawodów?

We wtorki i w czwartki trenuję tutaj [na basenie w Aquastacji, w Alchemii]. Oprócz tego jeszcze staram się przynajmniej raz, jeśli nie 2 razy w tygodniu, popływać – razem 3-4 dni pływania w tygodniu. Wszystkie treningi koncentruję w 6 dni a poniedziałek staram się mieć wolny – ten dzień przeznaczam na odpoczynek i pracę – poniedziałki w biurze są z reguły najtrudniejsze, ale ja wtedy fizycznie odpoczywam!

W pozostałe dni muszę mieć tych treningów więcej – samych jednostek treningowych mam od 11 do 14, w zależności od tygodnia cyklu przygotowań. Plany tygodniowe układam sobie sam i konsultuję z Tadeuszem [Czepukojciem – trenerem i opiekunem Torus Triathlon Team], korzystając też z pomocy i doświadczenia innych trenerów. Mam roczny plan w ramach którego się poruszam. To, co się różni w moich przygotowaniach, na przykład w porównaniu z poprzednim sezonem, to większy nacisk na przygotowanie siłowe. Norseman to wyścig górski i tak naprawdę siła i wytrzymałość mają tam ogromne znaczenie. Wytrzymałość anaerobiczna oczywiście też jest ważna, ale na pewno przyda mi się dużo więcej siły.

Jak przygotowujesz się do pływania w lodowatej wodzie Hardangerfjord? W 2015r. Organizatorzy skrócili dystans 3,8km do połowy; woda miała wtedy tylko 10 stopni!

Morsowałem się w sezonie zimowym. W kwietniu rozpocząłem pierwsze otwarte pływania. Na szczęście organizator Norsemana pozwala na zastosowanie dodatkowej ochrony przed niską temperaturą – czapki i skarpet – dzięki temu przed tym zimnem można się zabezpieczyć. Z moich rozmów, które przeprowadziłem z poprzednimi uczestnikami tego wyścigu wynika, że tak naprawdę temperatura nie jest takim wielkim problemem – wystarczy się trochę rozluźnić!

Najbardziej obawiam się roweru, wpadek technicznych na trasie. Trasa odbywa się w ruchu otwartym, nie jest zamknięta. Mogą się wydarzyć różne rzeczy, jest to największa niewiadoma.

Bierzesz jednak ze sobą ekipę wspomagającą?

Każdy z uczestników jest zobowiązany mieś własne wsparcie – osobę, która porusza się wzdłuż trasy samochodem. Taka osoba wymienia bidony, podaje jedzenie i pomaga przy jakichkolwiek problemach. Ja zabieram ze sobą doświadczonego kolegę z teamu – Sławka Szymkowa. Zaoferował się mnie wspierać, uczestniczyć ze mną w tym wyzwaniu. Sławek ma bardzo duże doświadczenie sportowe i zawodnicze, tak więc będę miał najlepsze wsparcie jakiego się mogę spodziewać. Razem ustalimy całą logistykę podczas wyścigu, gdzie mają być przystanki, bufety, jak przygotowany i podany mi będzie sprzęt – rower, buty, ubranie – w strefie zmian. Sławek zabierze też moje mokre rzeczy. Tu spodziewam się raczej chłodnej pogody, także w stroju triathlonowym pewnie biegać nie będę.

Czy na trasie będzie tłok?

Raczej nie, to wyścig górski, więc się raczej rozciągnie. Myślę, że nawet drobne różnice między zawodnikami w sile i przygotowaniu będą miały spore znaczenie. Stratuje tylko 250 osób, a trasa ma 222 kilometrów. Jestem pewien, że zarówno na trasie rowerowej, jak i biegowej będę miał momenty kiedy będę się poruszał sam. To normalne. Na ogromnej górskiej trasie nie będzie też zbyt dużo spektatorów.

Jak w takim razie motywujesz się do spędzenia dużej ilości czasu samotnie?

Staram się skupić na samym ruchu, tak, aby dobrze wykonywać wszystkie elementy techniczne tego ruchu. Na rowerze technika też ma duże znaczenie. Oprócz przygotowania siłowego staram się też przygotować mentalnie, sterować tym co myślę, tak żeby obniżać tętno, żeby miało to swoje odbicie fizjologiczne.

Umiesz tak robić?

Na razie eksperymentuję (śmiech).

Jak zachowujesz work-life balance? Jak manager finansowy, mąż, ojciec dwójki dzieci łączy życie zawodowe i rodzinne ze swoją pasją?

Kluczem jest po prostu dobra organizacja czasu. Trzeba się przyjrzeć dokładnie temu, jak wygląda dzień  i powyrzucać z niego wszystkie niepotrzebne rzeczy, momenty, które nic nie wnoszą a tylko zabierają potrzebny czas.

Jakie to rzeczy?

Może to dziwnie zabrzmi, ale na przykład spędzam mniej czasu w kuchni w pracy, staram się jak najrzadziej iść po wodę czy zrobić sobie kawę. Zawsze po drodze się kogoś spotka i pogada i to niestety zawsze zabiera trochę czasu. Jak się zaoszczędzi te kilkadziesiąt minut w ciągu dnia i da się wyrobić w pracy w ciągu ośmiu godzin to nie należy przedłużać – każda dodatkowa godzina powoduje zakłócenia w planie treningowym.

Rodzina też oczywiście „musi” się do tego dopasować. Nie ma innej opcji – muszą znać mój plan! Co tydzień go drukuję i wywieszam na lodówce, obok planu lekcji syna, żeby każdy wiedział co muszę danego dnia zrobić. Moja rodzina wie wtedy kiedy będę miał więcej, a kiedy mniej czasu.

A rodzina się tego trzyma?

Tak, zawsze są jakieś problemy, ale daję radę. Oczywiście okres przygotowawczy nie trwa cały rok – po sezonie startowym przychodzi okres luźniejszy, który trwa kilka miesięcy. Wtedy trenuje się tylko w sposób podtrzymujący formę i przygotowujący ciało do kolejnych obciążeń treningowych. Ten najtrudniejszy okres trwa tak naprawdę 4-5 miesięcy. Myślę, że to nie jest na tyle długo żeby się nie dało tego wytrzymać.

Gdybyś mógł cofnąć się w czasie i spotkać z samym sobą, jakie pytanie zadałbyś młodszemu Bartkowi Bielskiemu?

Czemu tak późno zacząłem? 😉